Tak tak szepcze Kaśka Chodź
domy kanadyjskie |Blachodachówka |Prezenty„Tak, tak szepcze Kaśka. Chodź, Ali Babo, coś zjesz, zupa już gotowa.
Jeść mi się nie chce, ale idę. Straciłem apetyt. Żołądek w ciągłym skurczu. To od nerwów, wiem. Ale jak żyć bez nerwów Wszystko przeciwko mnie. Nie mogę zapomnieć krzywdy. A Kuba mnie krzywdzi, szydzi ze mnie przed całą wsią. Pokazuje swoje ja. „Zbuntowałeś się przeciwko mnie, więc masz to, na co zasłużyłeś". Nie wyganiał mnie. Sam uciekłem, ale wtedy, gdy miałem gdzie do Niemiec. Gdyby nie Tuska, siedziałbym w domu. To przez tę dziwkę naraziłem się Kubie. Teraz, gdy Romana już nie ma, byłbym jedynym spadkobiercą. Byłbym biznesmenem samochodowym na całą okolicę. To dziwka, nic tylko zabić, na nic lepszego nie zasługuje.
Nie wchodzę do przyczepy, siadam pod parasolem w wygodnym starym fotelu, po amerykańsku, z nogami na stole.
Nie będę jadł mówię. Jeśli jest piwo, podaj. Przyniosła, podała otwarte do ręki i pogłaskała po policzku.
Odpocznij sobie, nie haruj w takim ukropie. Może zaśniesz, wyjdę po zakupy.
Kiwam głową. Ma plecak na ramionach, uśmiecha się, cmok w policzek i odchodzi.
Upijam dwa głębokie hausty i opieram głowę o poręcz, przymykając powieki. I na wpół drzemiąc, słyszę skrzyp taboretu, otwieram oczy i dębieję. Naprzeciwko mnie siedzi facet w trzyczęściowym garniturze. Głowę ma dużą, twarz kanciastą, solidnie ogoloną, pachnie dobrą perfumą. Oczy duże, czarne, świdrujące. Omam, halucynacja, może rzeczywiście jestem chory, jak twierdzi Kaśka“(11)
phonecard |prepaid phone cards |lokata